W ostatnim czasie, jak grzyby po deszczu wyrastają wokół mnie trenerzy, coachowie, mówcy motywacyjni, wykładowcy, nauczyciele.

Wielu z nich ma dwadzieścia kilka lat, wieloletnie doświadczenie zawodowe i życiowe.

Przeżyli już wszystko i wiedzą wszystko.

Znają odpowiedź na każde pytanie. Znają metody, sposoby i klucze, a raczej wytrychy, na rozwiązanie wszystkich ludzkich kłopotów. A najważniejsze, mają receptę na bogactwo, niezależność finansową.

Co mnie tak frustruje?

I nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że przypisują sobie samemu wszystkie mądrości tego świata.

Nie mają odwagi powiedzieć, kto jest autorem słów, które wkładają w swoje usta. Kłócą się w recepcji hotelu o zapłatę za płatny parking, bo 30 zł głęboko nadwyręży ich wolność finansową. I oczywiście zagrają każdą rolę, jaką potrzeba.

Nie wspomnę o tym, że są nieomylni, nieskazitelni i tak pewni siebie, że gdyby przekłuć ich szpilką unieśliby się jak balon ze spuszczonym powietrzem w górę. I do tego nieustająca mantra dotycząca ważności pozytywnego myślenia.

Myślę sobie, odezwała się 43-letnia coach z kilkunastoletnim doświadczeniem, bo żal jej d… ściska.

O co mi tak naprawdę chodzi?

Przecież każdy musi kiedyś zacząć w każdym zawodzie. Przecież ja też kiedyś zaczynałam. Przecież PR ma największe znaczenie.

A gdzie tu prawda???

Większość z tych osób byłaby gotowa zrobić wszystko, żeby zaistnieć. Jak trzeba, nawet kłamać, kolorować, upiększać, woalować. Przeczytali dwie książki i na nich zbudowali całe doświadczenie. Pochodzili na szkolenia i przywłaszczyli sobie nie swoje historie, opowieści, przykłady. Zrobili słit focie, którymi potem budują swoją pozycję.

A gdzie tu do jasnej cholery prawda?

Sama wielokrotnie doświadczyłam, kiedy moje osobiste doświadczenia opowiadał ktoś jak swoje.
Kiedy mojej roboty ćwiczenia, materiały treningowe stały się rezultatem pracy innych.

Jak uczył mnie mój mentor Blair Singer:

 „Jeśli korzystasz z czegoś, co nie jest twoje powiedz o tym ludziom. To w porządku. Zyskasz, dzięki prawdzie ich szacunek”.

Przecież „badanie rynku” jest w porządku, ale zabieranie czyjejś własności to kradzież. I jeszcze jedno.

Mój manifest!

Jeśli stajesz przed ludźmi, weź odpowiedzialność za słowa, które wypowiadasz. Zastanów się jakie mogą być ich konsekwencje. Szczególnie dla kogoś, kto Ci uwierzy i uzna, że być może tak jest… Bo bywa różnie jak w opowiadanej przez Pawła Jarząbka historii:

„Są dwa rodzaje mówców. Jedni schodzą ze sceny i słuchacze mówią: Jakiż on był wspaniały, świetny, elokwentny, wzór niedościgniony. Po prostu ideał. A kiedy schodzą ze sceny drudzy, słuchacze mówią: Jacy my jesteśmy wspaniali! Jak świetnie sobie radzimy w życiu! A On, ten trener…, jak on się nazywał?”

Ja wiem, w której grupie chcę być.