Od kilku lat słyszę dookoła: Ania, zacznij pisać bloga. Powinnaś pisać bloga. Ludzie sukcesu piszą bloga. Wszyscy piszą bloga, więc i Ty powinnaś. Jeśli coś robią wszyscy, to z pewnością nie ja!

Kiedy jako mała dziewczynka przychodziłam do domu ze szkoły z niezbyt dobrą oceną mawiałam: „Tato, ale wszyscy dostali słabą ocenę…” Nie zapomnę nigdy słów mojego kochanego Taty: „Aniu, Ty nie jesteś WSZYSCY„. Upss, no właśnie.

Aniu, kto by miał czas na takie pierdoły?
Podpytałam moich znajomych czy rzeczywiście robią to wszyscy. Okazuje się, że nie! W mojej firmie pisze tylko jedna osoba. Wśród przyjaciół-nikt. Znajomi? Filip, Justyna, od niedawna Iza, a pozostali? Czyli już wiem, że nie piszą ani wszyscy ani nawet większość. Tylko nieliczni.
Czy ja chcę pisać bloga? Nie. Chcę dzielić się moimi przemyśleniami. Tym, co mi się sprawdza, co działa. Kocham się uczyć, rozwijać, pomagać, wspierać, dawać coś od siebie. Ostatnio usłyszałam od mojego coacha, że ja taka Matka Teresa jestem, pomagaczka.
No to niech będzie, że to nie będzie blog, tylko zapiski pomagaczki. Nie brzmi biznesowo, a ja jestem od biznesu? Nie ma znaczenia jak to nazwę, wiem, że chcę dawać wartość i mam w nosie co kto sobie o tym myśli. Jedna z moich mentorek powiedziała kiedyś, żeby pamiętać o tym, że: „co myślą o nas inni ludzie to nie nasza sprawa” i co? Ignorancja innych, ich myśli może być strategią na życie.

Tylko czy naprawdę opinie innych nie mają dla nas znaczenia?
Z jednej strony słyszymy, że to nie inni karmią nasze dzieci, nie inni zarabiają dla nas pieniądze (z wyjątkiem wygranych w lotto :)), że nie powinniśmy się innymi przejmować.

A jakie są fakty?
Często budujemy swoją siłę własną na opiniach innych ludzi. Na tym, co o nas sądzą, jak nas postrzegają. Uczono nas, żeby podobać się innym, żeby być akceptowanym, że bez innych nas nie ma.

Więc o co chodzi?
O to co sami o sobie myślimy, o naszą samoocenę, o naszą wiarę w siebie, o poczucie własnej wartości. Im zdrowsze, tym opinie innych bierzemy pod uwagę, ale podejmujemy własne decyzje. Byłoby cudownie, gdybyśmy mieli świadomość w tej materii. Gdybyśmy potrafili znaleźć w sobie swoje siły i mieć obraz swoich obszarów do rozwoju. Jednak większość z nas, albo przegina w jedną, albo w drugą stronę. Albo dołujemy się, widząc zbędne kilogramy i fałdy na swoim ciele, o zmarszczkach nie wspomnę, albo nam palma bije i zachwycamy się sobą na maxa. Dla mnie zdrowe poczucie własnej wartości to takie, kiedy wiesz, czujesz, w czym jesteś mocny, co Cię wspiera, ale masz też świadomość swoich słabości, tego nad czym warto pracować.

Ja to widzę u siebie?
Mam dowody na to, że jestem skutecznym szkoleniowcem, trenerem. Daję wartość w tej materii. Umiem przyjąć dobre słowo, kiedy ktoś mi to mówi. Mam jednocześnie świadomość tego, że mój angielski pozostawia jeszcze wiele do życzenia i mam co robić ze swoją figurą. Koniec. Kropka. Co myślą o Tobie inni, to nie Twoja sprawa? Sam zdecyduj. Moim zdaniem znacznie większe znaczenia ma to, co Ty sam o sobie myślisz.

Spodobał Ci się post? Oceń go: