Nie wiem co się ze mną dzieje?

Czy to lato?

Czy to starość?

Czy po prostu moje zielone nieogarnięcie?

 

W czym rzecz?

 

Robię zakupy.

Wracam do domu i wypakowuję zakupy.

Rozkładam to wszystko na kuchennym blacie i zaczyna się jazda.

Kiedy chcę schować wędlinę do lodówki, okazuje się, że muszę umyć pojemnik po poprzedniej wędlinie.

Więc zaczynam go myć.

W tak zwanym międzyczasie zauważam, że trzeba przetrzeć półkę w lodówce, gdzie stał pojemnik, więc to robię.

Potem zaczynam czyścić szufladę do warzyw, wszak warzywa też trzeb włożyć do lodówki.

Jednocześnie kończy się tryb wirowania w pralce, więc zaczynam rozkładać suszarkę.

Po czym wyciągam pranie i żeby nie marnować czasu wkładam kolejne.

Jednak skończył się płyn i idę do łazienki, aby go wziąć z szafki.

Jest schowany za innymi płynami.

Nie mogę go znaleźć.

Taki nieład.

Zaczynam sprzątać szafkę w łazience.

Wracam do kuchni bez płynu, bo w trakcie sprzątania zapomniałam, po co przyszłam.

Idę ponownie po płyn, psiociącz pod nosem.

 

A w kuchni?

 

Otwarta lodówka, w której sprzątałam.

Umyty w połowie pojemnik na wędliny.

Wyjęte pranie, żeby je powiesić i w połowie rozłożona suszarka do tegoż prania.

Kolejne pranie załadowane, nie włączone.

I reszta zakupów nadal na stole.

 

Dobra teraz po kolei

 

Żeby już pranie się prało, wstawiam pralkę.

Poszło.

Punkt dla mnie.

 

Zanoszę płyn, żeby nie stał w kuchni i ładnie zamykam szafkę w łazience.

Tuż przy wyjściu zauważam, że lustro pochlapane.

Przecież tak nie może być.

Zaczynam szorować lustro.

A skoro już lustro to i Domestosa naleję, wiadomo gdzie i umywalkę umyję.

A jak jeszcze przetrę podłogę to i całą łazienkę mam ogarniętą.

Brawo, punkt kolejny dla mnie.

 

Tymczasem w kuchni…

 

Lodówka nadal otwarta.

Dobra, teraz po kolei.

Wpierw umyję pojemnik po wędlinie, żeby w końcu ogarnąć te zakupy.

 

Dzwoni telefon.

Przecież to jeszcze wczesne popołudnie, może być ważny.

„Tak, zaraz wyślę Pani na maila”.

Odpalam komputer, wysyłam maila. O, 24 nieodebrane wiadomości.

Może coś istotnego.

Ok, ten poczeka, ten też…

O! Klient, odpowiem.

Gdzie ja mam ten plik?

 

Fejsbuczek mruga, mam nowy komentarz, super, ale miły.

Przecież podziękować trzeba.

I odpowiedzieć i miłego dnia pożyczyć.

 

O kurcze już 18.00

 

Dobra, co tam w kuchni było?

 

Otwarta lodówka, nieumyty pojemnik, pranie do powieszenia, kolejna porcja odwirowana.

Zakupy do schowania leżą na stole.

Dzwoni telefon…

 

Zwariuję!

 

Jestem nieogarnięta?

Może mało zorganizowana?

Nie mam priorytetów?

Nie umiem zaplanować?

 

Kurcze, przecież wszystko ważne.

 

Zamykam lodówkę i zaczynam głaskać kota.

 

Muszę sobie wszystko przemyśleć…

 

Tylko od czego zacząć? :)